Popkorn
25-03-2008, 21:56
W społeczeństwie funkcjonuje obraz kibica – bandyty, chuligana. Jest on skutecznie podtrzymywany przez rządnych sensacji dziennikarzy, pracujących nie z powołania ale na zlecenie. Nie interesuje ich prawdziwy przebieg wydarzeń, ale to żeby przyciągnąć widza, czytelnika. Odbiorca taki często z lenistwa, często z braku alternatywnego źródła informacji przyswaja dosyć łatwo „papkę” serwowaną przez media. Wobec powyższego mam świadomość, że opisy takie jak mój czy inne zamieszczone na tym forum mają nikłe szanse wpływu na opinie ludzi o wielkanocnych wydarzeniach z Krakowa. Większość czytających to i tak ludzie dobrze znający metody stosowane przez naszych „stróżów prawa”. Reszta przeczytała w gazecie Fakt czy usłyszała w wiadomościach TVN-u jak było i to chyba im wystarcza... Sukces „policji” – zatrzymano 39-u najbardziej agresywnych bandytów... BZDURA!!!
Do rzeczy. Opisze nie to co słyszałem od kogoś, co podobno się wydarzyło. Napisze co sam widziałem, a w większości co sam słyszałem i doświadczyłem bo niestety spojrzenie nawet w kierunku „funkcjonariusza” było surowo karane.
O wydarzeniach w Tarnowie się nie wypowiadam bo widziałem tam niewiele. Wspomnieć mogę tylko o odważnym stróżu prawa, który zwrócił moją uwagę uderzając kilkukrotnie pałka w szybę, przy której siedziałem. Szyba wytrzymała. Inni nie mieli tyle szczęścia...
Wjeżdżając na stację w Krakowie widać było, że coś się święci. Gdy pociąg się zatrzymał wbiegło do niego kilku uzbrojonych po zęby mili... policjantów. Na pierwszy ogień poszli stojący na drodze w przejściu ludzie, dla których brakowało miejsca w przedziale. Funkcjonariusze szybko im to miejsce znaleźli. Każdy został potraktowany pałką i rzucony na podłogę. Reszta ludzi szybko została uświadomiona, że mają zająć miejsce leżące z głową w skierowaną w dół. Nie piszę już o prymitywnych hasłach, o których wspominali moi poprzednicy, a które towarzyszyły nam przez kilka godzin. Nie będę też ubliżał ani szydził z naszych oprawców. Podejrzewam, że mieli polecenie żeby nas obrażać i prowokować, a może po prostu sprawiało im to przyjemność? W każdym bądź razie pokazali tylko swój poziom, a jako że stereotypów jak pisałem wcześniej nie lubię, nie będę wspominał o opinii jaka krąży o ogólnym poziomie ich inteligencji.
Zajmowałem miejsce niedaleko drzwi wejściowych do przedziału. Leżąc na podłodze wydawało mi się, że poczułem wibrowanie telefonu. Odruchowo chwyciłem za kieszeń. Skończyło się to dla mnie potarganą bluzą, ciosem w plecy i przeciągnięciem po podłodze już pod samo wejście do przedziału. Jako, że telefon wypadł mi z kieszeni, wzbudził on zainteresowanie pilnującego mnie „strażnika”. Został on przeszukany w poszukiwaniu jakiegokolwiek nagrania z dotychczasowej „akcji”. Przy okazji przejrzano moją prywatna korespondencję i filmiki co spowodowało ogólną radość w szeregach stojących nade mną panów. Po zabawie moim telefonem „odłożyli” go przy okazji uszkadzając. Później za każdym razem gdy w przedziale pojawiał się nowy funkcjonariusz pierwsze pytał innych o ten telefon, który leży na widoku. Zawsze mówili, że już sprawdzony. Wydaje się więc, że priorytetowym zadaniem było zabezpieczenie tego, aby nikt nie miał dowodów potwierdzających zachowanie interweniujących policjantów.
Potem zaczęło się wyciąganie ludzi. Łapanka... Głównym wyznacznikiem i świadectwem winy była szara bluza. Pech chciał, że w taką samą bluzę było ubranych ze 150 osób. No to odbyło się swego rodzaju losowanie. Wyciągano kolejno ludzi z przedziału. Niektórzy po kilku ciosach pałką wracali i zostali wrzucani (dosłownie) do wagonu. Jako, że leżałem na przedzie, większość lądowała na mnie. Gdy zebrały się już ze 4 osoby nie mogłem oddychać. Nie pozwolono im się przesunąć. Ktoś z tyłu się za mną wstawił to został postraszony. Miał obiecane, że jeszcze raz, to oprawca się do niego przejdzie wykorzystując jako chodnik ludzi stłoczonych na podłodze. Gdy funkcjonariusze widzieli, że coraz słabiej się czuje stwierdzili, że to wina moich kolegów, którzy specjalnie na mnie leżą. Uznali to za doskonały żart... Później, chcąc się chyba upewnić czy nic mi nie jest, jakiś odważny mężczyzna wylał mi butelkę wodny na głowę. Spojrzałem na niego za co została mi wymierzona kara – jeden kop w głowę i kilkukrotne przytrzymywanie jej butem w kałuży. Później wolałem już nie patrzeć w ich kierunku. Skupiłem się na słuchaniu. Pojawił się temat wyłowionego z tłumu 13 letniego kibica. Został on skutecznie zastraszony. Co warto zauważyć znalazło się ze dwóch policjantów z tych troszkę normalniejszych, u których jakieś odruchy ludzkie się pojawiły. Mówili żeby reszta dała spokój, że to jeszcze dziecko. Niestety nie mieli siły przebicia... Jako opiekun tego małolata przedstawił się inny z kibiców, który zarazem jest pracownikiem klubu, a tego dnia był też jednym z organizatorów wyjazdu. Gdy oprawcy się o tym dowiedzieli postanowili, że dołączy do tych katowanych na zewnątrz za „imprezę” jaką zorganizował.
Potem nastała kolej na mój przedział... Pociąg podjechał kilka metrów tak żeby nasze wyjście znalazło się w odpowiednim miejscu. Wtedy rozległy się krzyki, byliśmy targani z podłogi i ciosami pałek i kończyn oprawców poganiani w kierunku wyjścia. Każdy` zanim przebył te kilka metrów zdążył się ze dwa razy wywrócić w czym dobitnie nam pomagano. W moim przypadku upadek nastąpił w złym momencie gdy akurat „wychodziłem” wagonu. Spowodowało to, że każdy kolejny „współwięzień” lądował na moich plecach. Gdy już wszyscy znajdowali się twarzą przy betonie (oczywiście wcześniej spryskanym gazem) dzielni policjanci przebiegli się po naszych plecach. Następnie każdy został przeszukany i z szyderczym uśmiechem sfilmowany. Usadzono nas na kamieniach. Kto siedział zbyt daleko, zbyt krzywo lub zbyt prosto został potraktowany karnym kopnięciem lub ciosem pałką. Gdy tak zebrała się już nas grupka zostajemy spędzeni do ponownie do przedziału. Czekają tu na nas panowie w czerni stojący na siedzeniach. Każdy z nich zadał tyle ciosów ile mu się udało. Lądujemy na sobie, słychać krzyki i jęki z bólu, a na dodatek po raz kolejny urządzono sobie z nas dywan prowadzący do wyjścia. Nie można się poruszyć o innych czynnościach nie wspominając. Z zewnątrz co jakiś czas dochodzą do nas odgłosy katowania następnych przedziałów, ale to nic przy dźwiękach towarzyszących znęcaniu się nad „wylosowanymi”. W międzyczasie, gdy zajęci byliśmy czynnościami na zewnątrz, funkcjonariusze zdążyli okraść nasze plecaki. Po kilku chwilach sytuacja zrobiła się trochę luźniejsza i można nawet było podnieść głowę z podłogi... Dalej jednak panowie policjanci umilali nam pobyt systematycznie gazując nasz przedział. Sprawiało im to nie lada frajdę. Apogeum ich zabawy nastało gdy udało się im zagazować kogoś w ubikacji. Sytuacja ta była dla nich prześmieszna. Nam, jak podczas całego dnia, jakoś do śmiechu nie było...
Długo trochę wyszło... Wiem, że mało komu będzie się chciało to czytać, szczególnie, że wszystkie relacje wyglądają podobnie. To co napisałem to według mnie wierny przekaz wydarzeń z tamtego dnia. Nie miało sensu koloryzowanie niczego, ponieważ to wszystko samo w sobie wygląda na mało realne. A jednak... W środku Europy, podobno w państwie prawa, wydawałoby się, że takie praktyki są odległą przeszłością. Niestety chęć zaspokojenia dzikich instynktów prymitywnych ludzi prowadzi do sytuacji takich jak ta.
Chciałbym, aby nasze wspólne działania pomogły tym kibicom, którzy niesłusznie posądzeni przebywają teraz w miejscu odosobnienia, jak i tym, którzy w przyszłości mogą zostać potraktowani w podobny sposób. Pamiętajcie, że na ich miejscu mogliśmy się znaleźć my...
Wszystko napisałem tak jak zapamiętałem to tamtego dnia i mogę zeznać to pod przysięgą....
Do rzeczy. Opisze nie to co słyszałem od kogoś, co podobno się wydarzyło. Napisze co sam widziałem, a w większości co sam słyszałem i doświadczyłem bo niestety spojrzenie nawet w kierunku „funkcjonariusza” było surowo karane.
O wydarzeniach w Tarnowie się nie wypowiadam bo widziałem tam niewiele. Wspomnieć mogę tylko o odważnym stróżu prawa, który zwrócił moją uwagę uderzając kilkukrotnie pałka w szybę, przy której siedziałem. Szyba wytrzymała. Inni nie mieli tyle szczęścia...
Wjeżdżając na stację w Krakowie widać było, że coś się święci. Gdy pociąg się zatrzymał wbiegło do niego kilku uzbrojonych po zęby mili... policjantów. Na pierwszy ogień poszli stojący na drodze w przejściu ludzie, dla których brakowało miejsca w przedziale. Funkcjonariusze szybko im to miejsce znaleźli. Każdy został potraktowany pałką i rzucony na podłogę. Reszta ludzi szybko została uświadomiona, że mają zająć miejsce leżące z głową w skierowaną w dół. Nie piszę już o prymitywnych hasłach, o których wspominali moi poprzednicy, a które towarzyszyły nam przez kilka godzin. Nie będę też ubliżał ani szydził z naszych oprawców. Podejrzewam, że mieli polecenie żeby nas obrażać i prowokować, a może po prostu sprawiało im to przyjemność? W każdym bądź razie pokazali tylko swój poziom, a jako że stereotypów jak pisałem wcześniej nie lubię, nie będę wspominał o opinii jaka krąży o ogólnym poziomie ich inteligencji.
Zajmowałem miejsce niedaleko drzwi wejściowych do przedziału. Leżąc na podłodze wydawało mi się, że poczułem wibrowanie telefonu. Odruchowo chwyciłem za kieszeń. Skończyło się to dla mnie potarganą bluzą, ciosem w plecy i przeciągnięciem po podłodze już pod samo wejście do przedziału. Jako, że telefon wypadł mi z kieszeni, wzbudził on zainteresowanie pilnującego mnie „strażnika”. Został on przeszukany w poszukiwaniu jakiegokolwiek nagrania z dotychczasowej „akcji”. Przy okazji przejrzano moją prywatna korespondencję i filmiki co spowodowało ogólną radość w szeregach stojących nade mną panów. Po zabawie moim telefonem „odłożyli” go przy okazji uszkadzając. Później za każdym razem gdy w przedziale pojawiał się nowy funkcjonariusz pierwsze pytał innych o ten telefon, który leży na widoku. Zawsze mówili, że już sprawdzony. Wydaje się więc, że priorytetowym zadaniem było zabezpieczenie tego, aby nikt nie miał dowodów potwierdzających zachowanie interweniujących policjantów.
Potem zaczęło się wyciąganie ludzi. Łapanka... Głównym wyznacznikiem i świadectwem winy była szara bluza. Pech chciał, że w taką samą bluzę było ubranych ze 150 osób. No to odbyło się swego rodzaju losowanie. Wyciągano kolejno ludzi z przedziału. Niektórzy po kilku ciosach pałką wracali i zostali wrzucani (dosłownie) do wagonu. Jako, że leżałem na przedzie, większość lądowała na mnie. Gdy zebrały się już ze 4 osoby nie mogłem oddychać. Nie pozwolono im się przesunąć. Ktoś z tyłu się za mną wstawił to został postraszony. Miał obiecane, że jeszcze raz, to oprawca się do niego przejdzie wykorzystując jako chodnik ludzi stłoczonych na podłodze. Gdy funkcjonariusze widzieli, że coraz słabiej się czuje stwierdzili, że to wina moich kolegów, którzy specjalnie na mnie leżą. Uznali to za doskonały żart... Później, chcąc się chyba upewnić czy nic mi nie jest, jakiś odważny mężczyzna wylał mi butelkę wodny na głowę. Spojrzałem na niego za co została mi wymierzona kara – jeden kop w głowę i kilkukrotne przytrzymywanie jej butem w kałuży. Później wolałem już nie patrzeć w ich kierunku. Skupiłem się na słuchaniu. Pojawił się temat wyłowionego z tłumu 13 letniego kibica. Został on skutecznie zastraszony. Co warto zauważyć znalazło się ze dwóch policjantów z tych troszkę normalniejszych, u których jakieś odruchy ludzkie się pojawiły. Mówili żeby reszta dała spokój, że to jeszcze dziecko. Niestety nie mieli siły przebicia... Jako opiekun tego małolata przedstawił się inny z kibiców, który zarazem jest pracownikiem klubu, a tego dnia był też jednym z organizatorów wyjazdu. Gdy oprawcy się o tym dowiedzieli postanowili, że dołączy do tych katowanych na zewnątrz za „imprezę” jaką zorganizował.
Potem nastała kolej na mój przedział... Pociąg podjechał kilka metrów tak żeby nasze wyjście znalazło się w odpowiednim miejscu. Wtedy rozległy się krzyki, byliśmy targani z podłogi i ciosami pałek i kończyn oprawców poganiani w kierunku wyjścia. Każdy` zanim przebył te kilka metrów zdążył się ze dwa razy wywrócić w czym dobitnie nam pomagano. W moim przypadku upadek nastąpił w złym momencie gdy akurat „wychodziłem” wagonu. Spowodowało to, że każdy kolejny „współwięzień” lądował na moich plecach. Gdy już wszyscy znajdowali się twarzą przy betonie (oczywiście wcześniej spryskanym gazem) dzielni policjanci przebiegli się po naszych plecach. Następnie każdy został przeszukany i z szyderczym uśmiechem sfilmowany. Usadzono nas na kamieniach. Kto siedział zbyt daleko, zbyt krzywo lub zbyt prosto został potraktowany karnym kopnięciem lub ciosem pałką. Gdy tak zebrała się już nas grupka zostajemy spędzeni do ponownie do przedziału. Czekają tu na nas panowie w czerni stojący na siedzeniach. Każdy z nich zadał tyle ciosów ile mu się udało. Lądujemy na sobie, słychać krzyki i jęki z bólu, a na dodatek po raz kolejny urządzono sobie z nas dywan prowadzący do wyjścia. Nie można się poruszyć o innych czynnościach nie wspominając. Z zewnątrz co jakiś czas dochodzą do nas odgłosy katowania następnych przedziałów, ale to nic przy dźwiękach towarzyszących znęcaniu się nad „wylosowanymi”. W międzyczasie, gdy zajęci byliśmy czynnościami na zewnątrz, funkcjonariusze zdążyli okraść nasze plecaki. Po kilku chwilach sytuacja zrobiła się trochę luźniejsza i można nawet było podnieść głowę z podłogi... Dalej jednak panowie policjanci umilali nam pobyt systematycznie gazując nasz przedział. Sprawiało im to nie lada frajdę. Apogeum ich zabawy nastało gdy udało się im zagazować kogoś w ubikacji. Sytuacja ta była dla nich prześmieszna. Nam, jak podczas całego dnia, jakoś do śmiechu nie było...
Długo trochę wyszło... Wiem, że mało komu będzie się chciało to czytać, szczególnie, że wszystkie relacje wyglądają podobnie. To co napisałem to według mnie wierny przekaz wydarzeń z tamtego dnia. Nie miało sensu koloryzowanie niczego, ponieważ to wszystko samo w sobie wygląda na mało realne. A jednak... W środku Europy, podobno w państwie prawa, wydawałoby się, że takie praktyki są odległą przeszłością. Niestety chęć zaspokojenia dzikich instynktów prymitywnych ludzi prowadzi do sytuacji takich jak ta.
Chciałbym, aby nasze wspólne działania pomogły tym kibicom, którzy niesłusznie posądzeni przebywają teraz w miejscu odosobnienia, jak i tym, którzy w przyszłości mogą zostać potraktowani w podobny sposób. Pamiętajcie, że na ich miejscu mogliśmy się znaleźć my...
Wszystko napisałem tak jak zapamiętałem to tamtego dnia i mogę zeznać to pod przysięgą....