PDA

View Full Version : Reaktywacja Gestapo. Kraków-Mydlinki


SM1964
25-03-2008, 13:22
Kraków-Mydlinki. Około 22. Pociąg hamuje. Przez drziwi do pociągu wbiega około 9 sztuk zamaskowanych, odzianych w przyłbice i ochraniacze na każdą część ciała postaci z wymierzonymi w nasze głowy (!) shotgunami. Znajdujemy się przedziale bagażowym, na oko grubo ponad 20 osób, w większości siedzących na ziemi i kilku siedzeniach. "Gleba skurwysyny, na ziemie! Już!" pada z ust ubranego nieco inaczej mężyczyzny niż reszta włamująca się do naszego przedziału (włamująca! - za pociąg zapłaciliśmy ze swojej kieszeni, był przeznaczony wyłącznie dla nas!). Jeden z nas, przy tuszy mając problem z położeniem się gdziekolwiek (ciężko o jakiekolwiek miejsce) przy potoku obelżywych słów i ostrzeżeń o tym, co może się stać z jego zdrowiem jesli tego nie zrobi dostaje po twarzy kilkarotnie od szefa grupy przebiegającego swoimi kilkukilogramowymi butami po reszcie osób znajdujących na trasie prowadzącej od ofiary. To samo dzieje się z drugą osobą... "Popierdoliło wam się w głowach?! Skurwysyny! Na ziemię! Nie oddychać! Ani słowa!". Leżymy na ziemi jeden na drugim. Bluzgani i obrażani od samego początku. Za nawet próbe uniesienia głowy obrywa nam się bardzo wyszukanymi wulgaryzmami skierowanymi w naszą stronę, a nawet naszych matek. Opanowali sytuację.Kilku bohaterów stoi w przejsciu i patrzy na nas z uśmiechem na twarzy cały czas obrażajac nas i szydząc, grożąc że wpuszczą gaz łzawiący uderzając wesoło kolbą strzelby w podłogę pociągu. "Chodź, kopnij sobie!" wołają do kolegów po fachu znajdujących się na zewnątrz pociągu. "No chodź" - ponagla kolejny... Byli jednak zajęci pacyfikowaniem innych przedziałów. Leżymy jeden na drugim dobre kilkanaście minut w zupełnej ciszy. Przez radio dochodzi wiadomość, że 'Rysiu' jest potrzebny w jakimśtam przedziale. Wywołuje to natychmiastową euforię wśród pilnujących nas - "Turbo", "Dziadek", "Zając" i reszta. Z prychologicznego portretu 'Rysia' podanego przez postaci ubranych na czarno wynika, że słynie z sadyzmu i bardzo im się to podoba, wpadają na pomysł, żeby 'zaprosić' go do naszego przedziału, ten jednek miał misję do wykonania w innym miejscu. Nasi stróże prawa wypełniający swój obowiązek wobec spoleczeństwa zaczynają między sobą rozmowy, które prowadzone są na tyle głośno, byśmy dobrze mogli słyszeć. "Dla nich powinno się stworzyć obóz... Coś jak KL Auschwitz. Przydałby się taki dr Mengele" mówi z pewnością siebie jeden z nich, reszta kwituje to aprobatą dla pomyslodawcy, prawdopodobnie najbardziej wyksztalconego z całej tej wesołej gromadki, widać, że szkoła średnia przynajmniej 'liźnięta'. "Wagon, komora. Wagon, komora. Wagon, komora. Wagon do komory" - dodaje drugi. "Co to za kibice?" "GKS Katowice" -odpowiada inny. "Kurwy ladacznice" -dodaje inny w akompaniamencie śmiechu. Z dalszej rozmowy wynika, że ososbnik ten cieszy się pseudonimem 'Matka'i ma już pewne doświadzcenie w obijaniu ludzi, więc kontynuuje swoje wywody z prawdopodobnie 'świeżakiem' wspominając donośnym głosem swoje bohaterskie wyczyny. "Kurwa, jak jechali na Górnik - Wisła to wchodzimy do przedziału, a tam taki misiek idzie... No to my mu gazem łzawiacym w twarz i we trzech go na buty na ziemi. Hehe. Do nieprzytomności! A taki był cwaniak!". Znów nastepuje ogólne zadowolenie z opowieści i potwierdzenia kilku, ktorzy byli obecni przy tej sytuacji. Oczywiście cały czas groźby, wpuszczanie niewielkich ilości gazu (sporo razy), wyzwiska, porównywanie do zwierząt itd... Tak mija nam około dwóch godzin, w ciszy i wspomnieniach bohaterskich wyczynów pseudostróżów prawa. Raz po raz odzywają się telefony naszych matek, bo przewidywany czas powrotu dawno minął, ale każą nam wylączać telefony, zakazują odbierania. Korzystania z toalety też. "Nie bądźmy tacy humanitarni, to zwierzęta". Wchodzi inny policjant, patrzy po twarzach. Nie rozpoznaje nikogo, kto bral udział w starciach w Tarnowie. Celem numer jeden więc staje się osoba, która wykazała się brakiem subordynacji, gdy kazano padać na twarz po raz pierwszy. 'Ten!' wskazuje palcem, każą mu podejść. Biorą za fraki, pałują w przejściu w 4-5 osób aż wypada z pociągu (nie schodzi! WYPADA!). 'Ten, w futrem na kapturze' - wskazuje kolejną osobę, ktora siedziala obok niego... "Zwierzęta futerkowe, pod pałkę, hehe" Znów pobicie pałkami i wyprowadzenie z pociągu...
'Ten' -kolejny razy wysunięty palec wskazujący, kolejna przypadkowa osoba. Ale przecież miała szalik owinięty wysoko wokół szyi, a pan policjant przecież był w stanie poznać wszytskie osoby uczestniczące w zajściach, mimo iż była noc....Nie miał żadnych wątpliwości. Pałowanie, obrażanie, wyjazd z pociagu. W polu widzenia za szybą widać dach podjeżdżającej karetki. Sanitariusze wchodzą do przedziału obok. Za chwilę pojawiają się znów i wychodzą z noszami. Na noszach leży jeden z kibiców. "Bierzemy kogos jeszcze?" "Możemy". Wchodzą. Słowa skierowane do pierwszego lepszego - "Ty, odwróc się... Może być". Znów ta sama procedura - pałka, wyjazd z pociagu. Osoba 'zawinięta' przesiedziała całą drogę nie wychylając nosa z pociągu ani na moment. Czwarta przypadkwoa osoba! Prasa donosi o 39 zatrzymanych, widać chciano dobić do 40, ale w szkole policyjnej nacisk kładziony na matematykę widać nie jest tak wielki jak na kopanie leżącego w trzy osoby. Pada komenda, by przeszukać nasze plecaki. Każą dawać wszytskie, jako że po leżące u góry na miejscach dla bagaży muszą siegać sami, a niektóre z nich leżą daleko to naszych pleców używają jako stołek. Przeszukują drobiazgowo, pytają czyj i ciskają z impetem w właściciela. W jednym z nich odnajdują tabletki przeciwbólowe. "Chyba wiedzieli co ich czeka, hehe' - komentują postaci w maskach na twarzy. Z wagonów zostają wyprowadzane po kolei osoby przedziałami. Słychać tylko jęki, krzyki, uderzenia pałkami. 'Już kurwa! Wypierdalać!'. Stukot butów. 'Gleba kurwa, gleba!'. Znów jęki, śmiechy i wyzwiska. 'Odechce wam się jeździć na mecze, zapamiętacie ten mecz do końca życia' - przekonują nas strażnicy naszego przedziału. Leżymy. Mija z godzina. Jest koło 1 w nocy. Jesteśmy następni w kolejce. Drzwi pzredzialu otwierają sie z hukiem. "Wyjad kurwa, wyjazd! Już!" i kilkanaście słów nienadających się do druku. Wybiegamy. Stojacy w przejściu okladają nas pałkami dla zabawy. Szlag w żebra. Wyskakujemy z pociągu. 'Gleba ,chuje!' Padamy jeden na drugim. Ten, kto upadl za blisko kordonu (plutonu egzekucyjnego?) zostaje potraktowany butem i już wie że musi się przesunąć. Zimny beton, kilka stopni na plusie. Gdy jeden z nas jeszcze w wagonie chciał ubrać kurtkę pogrożono mu pobiciem i powiedziano, ze kurtka nie będzie mu potrzebna. Siadamy po turecku otoczeni kordonem policjantów. Od podłoża zimno jak cholera,kto chciał przysiąść na nogach dostaje ostrzeżenie, że ma siedzieć na tyłku. Pada komenda by wyjmowac dowody osobiste, przyłożyć koło głowy. Załączają kamerę (oczywiscie dopiero teraz, wcześniejszego wypędzania jak bydło i bicia palkami nie filmowali) i kamerują każdego z siedzących. Rzecz jasna w tym momencie nie ma bluzgów, nie ma obijania. Kończą nagrywanie. Wołają każdego po kolei do dwóch typków, jeden targa mną na wszystkie strony jak szmatę, jeden z panów o jeszcze mniej inteligentym wyrazie twarzy niż jego kompan siłuje się z zamkniem dobre pół minuty, obszukuje mnie od kurtki aż po skarpetki. Nic nie znaleźli. Za fraki, popchnięcie ze schodków, kolejny przejmuje za fraki. 'Ryj tutaj, kurwa!' -wskazuje na aparat fotograficzny. Przy głowie znów każe trzymać dowód torzsamości. Legitymuję się legitymacją studencką. 'Student, kurwa?! Pojebało cię?! I jeździsz na rozróby?!" "Na mecze, nie rozróby" - odparowuję. "To się jeszcze okaże, jeszcze się zobaczymy" -dodaje z pewnością siebie. Przejmuje mnie drugi.Spisuje z legitymacji. Kłopot sprawia mu przeczytanie nazwy ulicy, na której mieszkam, ale osoba spisywana obok mnie miała tą samą ulicę w dowodzie i na innym 'stanowisku' jeden policjant drugiemu przedyktował ją na głos, więc osoba przypisana do mnie mówi: 'Taka sama'. Drugi notuje zawzięcie. Za fraki, popchnięcie w przód, polecenie by dołączyć do reszty. Siadamy po turecku na kamieniach, z których tworzy się nasyp na torowisku. Nie musze przypominac o temperaturze i naszym ubiorze (w pociągu było bardzo ciepło). Otoczeni jesteśmy ludźmi uzbrojonymi w pałki. "Jazda kurwa, już!"poganiają nas z powrotem do pociągu. Robią swego rodzaju 'korytarzyk', wpędzają jak bydlo pastewne do pociągu. Uderzenie nieco poniżej kręgosłupa . Uderzenie w dłoń. I tak miałem szczęscie, niektórzy oberwali w tył głowy. Wbiegamy do przedziału caly czas bici. "Gleba kurwa!" -czyli to co zwykle. Padamy jeden na drugiego na ziemię, twarzami na buty, gdziekolwiek się da. Okazuje się, że zawinięto osobę, którą wcześniej już uniewinniono przy obejrzeniu jego twarzy i padły słowa 'To nie ten". Jednak ktoś inny zmienił zdanie i wzięto go, bo miał szarą bluzę... "Czyj Samsung?" -pyta gliniarz. "Mój" -odzywa się jeden z nas. "A amfa?". Marna (która to już dzisiaj?) prowokacja nie udaje się tym razem. Brak odzewu. Nie musze chyba dodawać, że telefonu właściciel nie odzyskał. Leżymy na ziemi. Jest mniej więcej godzina druga. Pacyfikacja trwa, u nas zmeiniono 'straże'. Po godzinie 3 nad ranem ruszamy w kierunku Katowic. Już nieco wiecej swobody. Po oględzinach okazuje się, że w czasie wypędzenia z przedzialu poginęły nam szaliki i inne gadżety klubowe. W względnym spokoju docieramy do Katowic między godziną 4 a 5.
W TEN WŁAŚNIE SPOSÓB PRÓBOWANO NAS NASTRASZYĆ I ZNIECHECIĆ DO WYJAZDÓW I NASZYCH UKOCHANYCH BARW KLUBOWYCH... ALE MY GIEKSO, PRZEMIERZYMY ZA TOBĄ CAŁY ŚWIAT! NIE DAMY SIĘ ZŁAMAĆ W ŻADEN SPOSÓB. BÓL JEST CHWILOWY, A CHWAŁA JEST WIECZNA - TE BARWY TO DLA NAS WARTOŚĆ NAJŚWIĘTSZA!
AMOR OMNIA VINCIT!
Wszystko mogę zeznać pod przysięgą.

Rijkaard
25-03-2008, 22:02
Przyłączam się do zeznania powyżej, jechałem w tym samym przedziale i jest ono jak najbardziej odzwierciedlające zaistniałą sytuację. Na szczęście mi udało się nie dostać.Do Kato nie jechałem wysiadłem w M-ce.


Około godziny 22, może kilka minut po pociąg zatrzymuje się na stacji (jak się potem okazało był to Kraków-Mydlniki). Natychmiast po zatrzymaniu do przedziału wbiega kilku zamaskowanych policjantów, posiadających broń gładkolufową. W czasie całego zajścia znajdowałem się na samym końcu tuż przy drzwiach wyjściowych. Z wulgarnym słownictwem nakazali nam leżeć na ziemi, osoby, które miały z tym problem (znajdowaliśmy się w przedziale bagażowym) ze względu na panujący tam ścisk – ponad 20 osób – zostały pobite. Używając przekleństw jak i słów uznanych jako obraźliwe zakazano nam podnosić głowy, rozmawiać, poruszać się. Taka sytuacja trwa kilka minut. Kucając na końcu (nie było możliwości położenia się by nie przygnieść innych osób) słyszałem jak policjanci stojący w przedziale namawiali do bicia innych, jak również żałowali, że nie mogą być na zewnątrz by uczestniczyć w jak to nazwali „ścieżce zdrowia”. Chwilę potem zrozumiałem, co mieli na myśli. Zza okien dochodziły głosy, jakie towarzyszą uderzeniu pałką, oraz bólu, jaki temu towarzyszy. Od tej pory ciągle na zewnątrz słyszałem, co jakiś czas, – „ała”, „ała”. W tym czasie u kilku osób zadzwonił telefon, czy też przyszła wiadomość sms/mms sądząc po dźwiękach, ale spotkało się to z natychmiastowym zakazem odbierania jak i używania telefonu pod groźbą „ścieżki zdrowia”. Na tym zakazy się nie skończyły. Kolejnym było zamknięcie okien oraz brak możliwości ich otworzenia. Na szczęście brak jednego w przedziale (wypadło na stacji w Stalowej Woli przy próbie otwarcia), troszkę złagodził jak się okazało to, co czekało nas w późniejszym czasie. Przez około 2-2,5 godziny tkwimy cały czas w tym samym położeniu bez możliwości choćby wyprostowania nóg, czy poprawienia pozycji. W tym czasie ze względu na prawie całkowitą ciszę w przedziale, można podsłuchać rozmowy stojących policjantów przejściu między przedziałami o innych podobnych akcjach. Tyczyły się one m.in. „ujarzmienia” nieposłusznych osób, jakie tam się znalazły, choć i nie obyło się bez wyzwisk klubu, któremu kibicuję czy też propozycji, co z nami zrobić takich jak wywózki, jakie miały miejsce w czasie wojny do obozów koncentracyjnych. Po tym czasie zaczyna się małe poruszenie w okolicach naszego przedziału. Otwierają się drzwi i wchodzi kolejny policjant. Przez chwilę rozgląda się po twarzach, po chwili wskazuje na osobę, która na początku została pobita za to, że się nie położyła od razu jak nakazano (pod nią leżał już innych chłopak i nie chciał go przygnieść). Idą po leżących, którzy byli na drodze do niego, został wyszarpany za kurtkę, i po znalezieniu się w przejściu miedzy przedziałami był ciągle bity pałkami do momentu aż wypadł z pociągu na peron. Tam sądząc po odgłosach bólu jak i uderzeń, dalej był bity. Dalszy los mi nie jest znany ani słyszany, bo do przedziału ponownie zawitał policjant i dalej się rozglądał po twarzach. Zza okna (tego bez górnej szyby) usłyszałem wyraźnie – „Ten z futrem z kapturem”, i ponownie po innych osobach zostaje wyciągnięty (w tym czasie innych policjant myślał, że będzie „dowcipny” mówiąc – „zwierzęta futerkowe pod pałkę”) i jak jego poprzednik bity aż wypadł z przedziału. Po chwili ponownie przychodzą kogoś rozpoznać, tym razem pada na osobę, którą znam. Każą mu wstać, podejść bliżej, po ok. minucie słychać – to nie on, każą mu biegiem wrócić na miejsce i się położyć, oczywiście używając wulgaryzmów – miał szczęście nie został zabrany. Od tego momentu trochę „spokoju” nie zostaje wyciągnięty nikt od nas, ale z przedziału obok zostaje zabrana osoba na noszach, musiało interweniować pogotowie. Do tej pory pamiętam jak przy wychodzeniu jeden z sanitariuszy widząc ścisk, w jakim leżymy i w jaki sposób – kręcił głową z grymasem szoku na twarzy. Ten pozorny spokój pozwolił mi zrozumieć (po odgłosach), co oznacza wcześniej wspomniana ścieżka zdrowia, a mianowicie, słychać jak biegnie osoba, towarzyszy temu odgłos uderzeń (o dużej częstotliwości, – co może sugerować, że policjanci byli ustawieni obok siebie) identyczny z tym, który towarzyszył osobą wypadającym z pociągu na peron, oraz tak dobrze znane i rozumiane – ała. Co chwilę słychać – szybciej, szybciej. W przedziale robi się już prawdziwy upał, jak w czasie podróży kaloryfery lekko grzały tak od czasu postoju robiły się coraz cieplejsze. Jedna z osób spytała czy może poprawić pozycję by go nie parzyło to usłyszał tylko tyle, że jak mu źle może chce na zewnątrz – nie odpowiedział już. Ponownie do przedziału energicznie wchodzi policjant otwierając drzwi z hukiem, spogląda w lewo (tam siedział na siedzeniu kolejny znajomy mi kolega, skulony w dół i z lekko zarzuconym kapturem na głowę) i nie widząc, kto to jest od razu chwyta go za kurtkę szarpiąc wyciąga go w „przedsionek” od razu zostaje dopadnięty przez pozostałych okładany pałkami po całym ciele aż wypadł z wagonu. Tak dalej było słychać bicie, aż do chwili jak oddalili się z nim pod ścieżkę zdrowia, wtedy dźwięki zaczęły się już mieszać z innymi, którzy tam trafili. Czas mijał, co jakiś czas można było jeszcze usłyszeć telefon od osób, które nie miały możliwości wyłączenia lub wyciszenia ich, co ponownie spotkało się z krzykiem i wulgaryzmami ze strony policji by je wyłączyć. W tym czasie czuć, jak pociąg lekko podjeżdża do przodu o kilka metrów już po raz kolejny. Po jakimś czasie, ponownie zagląda policjant, i każe dawać plecaki do przeszukania. Drzwi z przedziału są otwarte i na pytanie o plecak, „kogo?” przy, potwierdzeniu zostaje rzucony w właściciela, nie rzucony właścicielowi tylko w niego. Tak mija kolejne kilka minut. Przy następnym podjeździe pociągu do przodu zaczyna być słychać krzyki, groźby i po raz kolejny odgłos uderzeń, a policjanci mówili zaraz wasza kolej. Mija po raz kolejny trochę czasu dalej leżąc na ziemi czuję jak pociąg podjeżdża do przodu o kilka metrów. Nagle do przedziału ponownie wbiegają policjanci, nie tylko ci, co stali pomiędzy przedziałami i wrzeszcząc karzą nam „wysiadać” (używali bardziej wulgarnego słownictwa). Towarzyszyło temu okładanie nas pałami nie ważne jak szybko się wysiadało. Z pociągu trzeba było wyskakiwać i od razu biec w prawo na końcu kłaść się na brzuchu na peronie, oczywiście zbyt wolne robienie tego wiązało się z dostaniem pałą. Gdy wszystkich przegonili na peron kazano nam usiąść po „turecku”. Zostało włączone oświetlenie w jednym miejscu oraz kamera. Zostaliśmy wszyscy nagrani jak siedzimy. Następnie każdy po kolei biegiem musiał na znak biec w oświetlone miejsce gdzie trzeba było przedstawić dokument tożsamości i trzymając go pod brodą robione było zdjęcie jak i kręcone video. Po tym przystanku po raz kolejny biegiem do następnego punktu kontroli, tym razem osobiste i identyfikacyjnej. Jeżeli policjant uznał, że się nie nadaje do zatrzymania biegiem ponownie w kolejne miejsce, gdzie należało siąść po turecku na peronie. Tak wszyscy po kolei z mojego przedziału po kolei musieli przejść tą drogą. W koło całego miejsca gdzie toczyło się to zdarzenie widać było wzmożone siły policyjne, zamaskowani, uzbrojeni oraz z psami policjanci. Osoba kaperująca nagrywała tylko to co się działo przy oświetlonym miejscu, gdzie wszystko wyglądało normalnie. Siedząc na ziemi akurat w pierwszym rzędzie słyszałem znowu głupie docinki pod naszym adresem z ust „stróżów prawa”. Tym razem koledze, którego wcześniej nie rozpoznano w przedziale i uznano, że to nie ten, szczęście nie dopisało, został zatrzymany jako niby jeden z awanturujących się osób w Tarnowie, co było nie prawdą gdyż całą podróż spędził w moim pobliżu, pilnując młodszego brata. Gdy wszystkie osoby zostały „załatwione” została wyłączona kamera, otoczyli nas policjanci od strony peronu, wzdłuż drogi do wagonu i kazano biegiem wbiegać do pociągu przy okazji bijąc pałkami na oślep, po wskoczeniu od razu musimy kłaść się na ziemi w przedziale. Gdy to zrobiłem od razu można było wyczuć jeszcze gaz rozpylony w przedziale, na szczęście po raz kolejny brak części okna pomógł. Tak leżąc poprosiłem jednego z policjantów czy możemy zmienić pozycję na siedzącą „po turecku” lub kucącą gdyż każdy każdemu leży na nogach, o dziwo odparł: „tak, ale macie na to dziesięć sekund. Nastąpiło poruszenia i szybko zmieniliśmy pozycję by było nam ciut wygodniej. Tak siedząc mija kolejna ok godzina, w której pociąg, co pewien czas podjeżdża i słychać kolejne grupki wybiegające, które zostały potraktowane jak my lub gorzej. Teraz, co kilka chwil jedna osoba mogła skorzystać z toalety, ale tylko na chwilę nie za długo. Te kilka gestów wyrozumiałości było chwilowe. Gdy się skończyły do w przejściu zobaczyłem policjanta z butlą na plecach, położył ją na ziemi, inny otworzył drzwi i do przedziału ponownie wpuścili gaz. Akurat siedziałem, blisko więc go dobrze poczułem, drugi raz gazem zostaliśmy poczęstowani przed samym odjazdem, na który jeszcze trochę poczekaliśmy do zakończenia rejestrowania uczestników wyjazdu. Tak siedząc czekamy na odjazd, który po godzinie 3 uświadomił mi, że w końcu jedziemy do domu. Tak wyglądała dla mnie jak i moich kolegów noc na peronie w Mydlinikach.



--------------------

To co powyżej zeznałem w prokuraturze w Krakowie....

Bouni_Ledziny
26-03-2008, 22:35
wspolczuje wam tego. a wiecie co jest najgorsze? spoleczenstwa nie da sie przekonac ze to policja w tym chociaz wypadku byla ta zla strona. nawet wlasnych rodzicow nie umiem przekonac, wszyscy wierza w to co mowi telewizja...;/

Rahim
27-03-2008, 17:37
Chlopie
daj im do poczytania troche tego.
Nie tylko zeznania na stronce i relacje !
Pokaz to co dali na innych stronkach pozytywnego .
Pokaz filmik ten (z dzwiekiem glownie) jak kundle sie odzywaja.
Napewno wprowadzi ich to w konsternacje !

19dobrzyk64
30-03-2008, 07:38
a macie gdzieś wrzucone to nagranie z dźwiękiem ?? dajcie linka

OAKIM
30-03-2008, 19:46
okładnie moja mama tez zmieniła swoje zdanie o kibicach po tych zajsciach poprostu ZNIENAWIDZIŁA policje

Grancz
30-03-2008, 21:05
Witam.

Potrzebuje świadków mogących zeznawac na korzyść chłopakow z Mysłowic którzy jechali dokładnie w tym przediale, był to przedział w ktorym bardzo spory % stanowiły właśnie Mysłowice.

Więcej szczegółów o kogo chodzi podam na PW

Nie dajcie d.....

pozdro!